POEZJA

***

"... Nie wiem, która ich muzykalna schola

Uczyła tego ut, re, mi,fa, so, la,

Że tak paradnie głos miarkują w borze,

Jak w jakim chorze.

Jest dyszkant z basem, są średnie tenory,

Jest flet rzewliwy, jest i depres spory,

Są alty głośne dane z garł tak wiela,

Jedna kapela ..."

Jan Kochanowski

***

„ Te ogary rwą jak czarty.

Już z barłogu go wygnały.

Jakaż piękna to muzyka,

czyżby Mozart taką stworzył???

Złóż tu strzelca nieboszczyka,

a z pewnością wnet by ożył!!!...”

Leopold Starzeński

***

„ Gdy wybije mej śmierci godzina

pochowajcie mnie w kniei zielonej…

niech nade mną zaszumi gęstwina

hymn myśliwski radości minionej…

Kiedy wiosna radosna nastanie,

niech nade mną pieśń głuszca posłyszę,

niechaj słonek miłosne chrapanie

do snu mogiłę kołysze…

Gdy po letnim szaleństwie zieleni

szczere złoto okryje konary,

gdy nadejdzie cudny czas jesieni

niech nade mną zagrają ogary…

Na ten głos mojej duszy tak miły

żar zakipi w sercu wystudzonym….

i ożyję, i wstanę z mogiły-

chwycę broń i polecę za gonem… .”

Julian Ejsmond

***

PAN TADEUSZ

księga czwarta

"... Szczęściem, człowiek nie zbłądzi do tego ostępu,

Bo Trud i Trwoga, i Śmierć bronią mu przystępu.

Czasem tylko w pogoni zaciekłe ogary,

Wpadłszy niebacznie między bagna, mchy i jary,

Wnętrznej ich okropności rażone widokiem,

Uciekają skowycząc, z obłąkanym wzrokiem:

I długo potem, ręką pana już głaskane,

Drżą jeszcze u nóg jego strachem opętane.

Te puszcze stołeczne, ludziom nie znane tajniki

W języku swoim strzelcy zowią: mateczniki...

... Tadeusz się dowiedział, że niemało czasu

Już przeszło, jak ogary wpadły w otchłań lasu.

Cicho; - próżno myśliwi natężają ucha;

Próżno, jak najciekawszej mowy, każdy słucha

Milczenia, długo w miejscu nieruchomy czeka;

Tylko muzyka puszczy gra do nich z daleka.

Psy nurtują po puszczy jak pod morzem nurki,

A strzelcy obróciwszy do lasu dwururki

Patrzą Wojskiego: ukląkł, ziemię uchem pyta;

Jako w twarzy lekarza wzrok przyjaciół czyta

Wyrok życia lub zgonu miłej im osoby,

Tak strzelcy, ufni w sztuki Wojskiego sposoby,

Topili w nim spojrzenia nadziei i trwogi.

«Jest! Jest!» wyrzekł półgłosem, zerwał się na nogi.

On słyszał! oni jeszcze słuchali - nareszcie

Słyszą: jeden pies wrzasnął, potem dwa, dwadzieścia

Wszystkie razem ogary rozpierzchnioną zgrają

Doławiają się, wrzeszczą, wpadli na trop, grają,

Ujadają. Już nie jest to powolne granie

Psów goniących zająca, lisa albo łanie,

Lecz wciąż wrzask krótki częsty, ucinany, zjadły;

To nie na ślad dalekie ogary napadły,

Na oko gonią, - nagle ustał krzyk pogoni,

Doszli zwierza - wrzask znowu, skowyt, - zwierz się broni

I zapewne kaleczy, śród ogarów grania

Słychać coraz to częściej jęk psiego konania...

... Nie było rady! wszyscy pomimo zakazu

W las pobiegli, trzy strzelby huknęły od razu,

Potem wciąż kanonada, aż głośniej nad strzały

Ryknął niedźwiedź i echem napełnił las cały.

Ryk okropny! boleści, wściekłości, rozpaczy;

Za nim wrzask psów, krzyk strzelców, trąby dojeżdżaczy

Grzmiały ze środka puszczy ...

... A niedźwiedź, odstraszony psów i ludzi tłuszczą,

Zwrócił się nazad w miejsca mniej pilnie strzeżone

Ku polom, skąd już zeszły strzelcy rozstawione,

Gdzie tylko pozostali z mnogich łowczych szyków

Wojski, Tadeusz, Hrabia, z kilką obławników.

Tu las był rzadszy; słychać z głębi ryk, trzask łomu,

Aż z gęstwy, jak z chmur, wypadł niedźwiedź na kształt gromu;

Wkoło psy gonią, straszą, rwą; on wstał na nogi

Tylne i spojrzał w koło, rykiem strasząc wrogi...

... Przewróciwszy się młyńcem, cielska krwawe brzemię

Waląc tuż pod Hrabiego, zbił go z nóg na ziemię.

Jeszcze ryczał, chciał jeszcze powstać, gdy nań wsiadły

Rozjuszona Strapczyna i Sprawnik zajadły ..."

Adam Mickiewicz

PROZA

***

„DOLINA ISSY”

"... Romuald miał cztery psy: trzy gończe i jednego wyżła.

Czarnopodpalany ZAGRAJ z żółtawymi brwiami odzywał się basem.

W wieku statecznym ceniony za upór i wytrwałość,

tym uporem nadrabiał węch nie więcej niż średni. Jeżeli gubił trop,

nie miotał się bezładnie to tu to tam, ale zataczał koło według rozsądnego planu.

Tenor DUNAJ, wyglądający podobnie, tylko szczuplejszy,

nie zdobył sobie szacunku, bo był fantastą. Raz zasługujący na najwyższe pochwały,

kiedy indziej do niczego, uzależniał swoją gorliwość od humoru i nieraz tylko markował,

jakby mówiąc: "śpiewać mogę, ale niech one znajdą, mnie dziś głowa boli".

Węch niezawodny i zapał, same cnoty, reprezentowała żółta suka LUTNIA

z rasy kostromskich ogarów. Żar w jej oczach zupełnie złotych mienił się fioletowo i niebiesko,

jej piękne łapy opierały się miłośnie o pierś pana Romualda. ..."

"... Nagle, daleko, usłyszeli cienki psi głos: "Aj, aj". "A nie mówiłem! LUTNIA".

Znów nic. I znów: "AJ, aj". "Doławia się, trop niewyraźny, musi popracować".

Wtedy Tomasz usłyszał po raz pierwszy w życiu granie gończych:

"Ach, ach, ach, ach, szło teraz równo, zaraz dołączył drugi głos.

"DUNAJ" - krzyknął Romuald ..." "... Granie psów buchnęło na lewo od nich, pragnienie,

upór, dzikość, i umilkło. "Aj, aj" zawodziła znów doławiając się LUTNIA. ..."

Czesław Miłosz

***

„SOBÓL I PANNA”

"... W szerokim szumie przechodzącym nawałą do drogi,

można już było rozróżnić basy i tenory psów, alty i dyszkanty suczek.

Grała duża dobrana psiarnia. Michałowi zdawało się,

że poznaje po głosach znajomych śpiewaków,

jak ZAGRAJ, GRZMILAS, TRĘBACZ i słynne śpiewaczki: DUDĘ, LUTNIĘ, PŁAKSĘ..."

Józef Weyssenhoff

***

„SZCZENIĘCE LATA”

"... W czasie gonu, czy to jest blisko, czy daleko, czy zbliża się czy oddala,

myśliwy nie jest skazany na bierne czekanie. Jeśli sfora jest dobrze zestawiona,

ma w każdej sekundzie szczegółową relację z psich głosów o położeniu w terenie.

Doświadczony myśliwy z "grania" poznaje czy gonią szaraka, czy wilka,

czy lisa, czy idą "na oko", czy tropem a jeśli tak, to w jakiej przypuszczalnie

odległości i który pies widzi zwierza, a który się "doławia"

I ta pełna wyrazu muzyka lasu jest największym urokiem polowania z gończymi ..."

"... Bieda jest z tą młodzieżą. Mamy dwa nowe gończe: DUNAJA i WISŁĘ.

Z pozostałych trzech psów dwa są pierwszorzędne:

pies ZAGRAJ odznaczający się przepięknym basem, wielką rozwagą,

wytrwałością i statecznością. Suka ŚPIEWKA ma bajecznie koloraturowy sopran,

fenomenalny węch, który pozwala jej iść za tropem z głową wysoko wzniesioną

oraz piekielny temperament, który ją czasem wbrew rozwadze ponosi i w skutek tego,

doławiając się, jeszcze przed ruszeniem zwierza,

nie może od czasu do czasu wstrzymać wydzierającego się z piersi szlochu pożądania.

Piąty pies MURZA jest dobrze dobranym altem, bąków nie strzela,

gon ma dobry, nieco jednak mało inicjatywy, traci ślad,

zwłaszcza, gdy wypchnie nastrzelbę kota i ten czy to chybiony, czy nie strzelany - pójdzie dalej;

trzeba go wtedy przeprowadzić przez linię i pyskiem tknąć w dalszy trop.

Stoi las cichy i znowu gdzieś z dalekich, czarnych, tchnących wilgocią ostępów wypływa cichutki, przerywany, tłumiony psi jęk pożądania.

To ŚPIEWKA doławia się ...

... Pojękiwania trwają od dłuższego czasu - na pewno jest już przy niej milczący

ZAGRAJ, pewno lasem pośpieszają pozostałe. Nagle pojękiwania zmieniają się

w równy, dźwięczny jak szklany dzwoneczek jazgot: "aj-aj-aj-aj". Dołącza się do

niego huczący, soczysty jak z pustej beczki głos ZAGRAJA:

"ą-ą-ą-ą". Ukosem przez las przebija się alt MURZY - zabiega szarakowi drogę.

Teraz są trzy głosy ..."

"... Gon teraz idzie pełny. Las rozdźwięczany jest jak pudło basetli. Gdzieś tam,

położywszy słuchy na karku, ciągnie za sobą ten pawi ogon dźwięków niepozorny

szarak. Oczy aż bolą wlepione w las, palec na cynglu. Muzyka gonu wzbiera do

najwyższego napięcia, wywala się z czarnej ściany lasu, już przedrze seledynową

koronkę brzózek, już wnet gon cały wypadnie na groblę ..."

"... O, jakże cudownie słychać teraz gon, kiedy wiadomo, że szarak się oddala, kiedy

nie trzeba się emocjonować o strzał. Psy dobre - nie rwą sią, by złapać szaraka -

ZAGRAJ trzyma sforę w rygorze - i gon idzie równo, w oddali kilometra zlewa się

w jeden ton pięciobarwny, rzekłbyś jedzie ktoś z janczarami na skraju lasu. Potem

cichnie w przestrzeni bas ZAGRAJA, głosy młodych, alt MURZY i tylko długo jeszcze

słychać dyszkant ŚPIEWKI. Wreszcie nie słyszę nic..."

"... Po chwili, wydzierając się jakby spod ziemi dobiega głuche "aj-aj" ŚPIEWKI.

Wyraźnieje coraz bardziej, jakby ktoś tłumik zdejmował na instrumencie. Oto już

inne głosy; ale basu ZAGRAJOWEGO nie słychać - ZAGRAJ nie gra, znaczy

węchem gonią; zając lekko przed nim idzie; panicz niech uważa, bo ...

Twarz leśnika -kamienieje i oczy wlepiają się w jeden punkt: tam, z zatoczki

brzozowej, szybko biegnie - pierwsza myśl - pies - nie, na Boga cicho położywszy

uszy, sadzi wprost na groblę szarak. Strzelba akurat nie zawiodła - wypaliła! ...

Zając leci przez głowę fikając koziołki... Leży - ani drgnie - ogromny zając, a w szyi

zieje mu ogromna rana. Z lasu wybiegają psy i radują się..."

Melchior Wańkowicz

***

"POPIOŁY”

"... ogary poszły w las. Echo ich grania słabło coraz bardziej,

aż wreszcie utonęło w milczeniu leśnym..."

"...w istocie słychać już było dźwięk dwu głosów; NIEMNA i WISŁY,

ale tak daleko, gdzieś w ciepłej kniei, na południowym łańcuchu gór,

że tylko młode ucho mogło rozróżnić to granie. Echo płynęło z wolna,

jakby w znużeniu, ale zbliżało się ciągle Nim jedno leśnych krańców dosięgło,

już płynął w pościgu rzeźwy huk niby muzyka złowroga, pełna dzikiego czaru, gwałtu i siły..."

Stefan Żeromski

***

„Z PSIARNI, POLA I KNIEI”

"... w tym celu dobrał on CIUCHOWI i DYNDZIE za towarzysza kontrolera i nadzorcę,

ogromnie mądrego ogara DUDĘ. Ów DUDA miał w głowie moc rozumu na wszystko,

czego myśliwy mógł sobie życzyć ..." "... był to piękny pies z obwisłymi uszyma i wargami,

a ze zbójeckim wyrazem w wyłu¬piastych oczach;

ubarwienie miał niewyraźne, ryże, podobne nieco do lisiego,

z płowymi okula¬rami przy oczach..."

Adolf Dygasiński

***

„LEŚNE OGNISKO”

"... po dobrym kwadransie gdzieś w ostępie ozwał się ostry jazgot PRYMKI,

potem bas MINORA, i oto zagrała cała sfora, jak organy.

Szedł gon coraz bliżej i bliżej, niecąc pożar we krwi myśliwego, cudowną muzyką,

zalewając cichy świat zaśnieżony. Zbliżała się nawałnica,

oto zamigotało coś przede mną i jak szary kłębuszek, wytoczył się zając..."

Włodzimierz Korsak

***

PAMIĘTNIKI

"... W pełnej złota jesieni, nabrzmiałej sytością różnych odcieni spadających liści,

w ostępie wiekowych buków i dębów, przez których konary wesoło strzelało

swymi promieniami zachodzące słońce, moja sfora ogarów

ŚPIEWKA z Kresów i AKORD z Wypalanek wpadła na trop i zaczęła "dłubać"

niezdecydowanymi dźwiękami zławiała odwiatr zwierza.

Rozeznane przez nas na błotnistym przesmyku odciski rapci i szpil zdradzały

pierwszej świeżości trop grubego pojedynka - odyńca.

Po kilkunastu sekundach ogary "pojęły" odwiatr sprawcy tropu - kroczącej sztuki;

serce zakołatało przyspieszonym rytmem, zaschła ślina w ustach,

emocja brała górę nad koniecznym spokojem, gdy zaczęła się lać pełna grozy muzyka,

wściekła, płynąca jakby z otchłani wielu gardzieli.

Tony szły nieprzerwanie z wdechem i wydechem psów w najniższej

oktawie jaką może sobie przyswoić czułe ucho gończarza.

Od barytonu przez basy do kontrabasów... Podziwu godne, że ogarzyca,

która zazwyczaj popisywała się dźwięcznym i donośnym sopranem

czasem modulowanym w alt, przestroiła swój doskonały instrument nie do poznania.

Były to dźwięki zupełnie inne, wręcz niesamowite.

Efekty akustyczne, jakie do nas docierały, zlewały się w jedną zgodną,

pełną dynamiki minorową symfonię.

To nie było spokojne, klarowne cukrowanie za gachem w Sudetach,

jakie swego czasu przeżyliśmy... Najwidoczniej sfora przez swój "cnotliwy nos"

wiedziała, że w gonie nie ma z byle kim do czynienia.

Rozegrane gonienie potężniało oddalając się w kierunku znanego nam uprzednio matecznika,

pełnego chaszczy, splątanych gałęzi głogu, tarniny, dzikiej róży, jeżyn i malinisk.

Omszałe wiatrołomy i wykroty broniły wejścia do bagniska,

z którego strzelały ostre jak nóż turzyce.

Urokliwe to miejsce służyło jeleniom i dzikom za kąpielisko, w którym lubiły się tarzać...

Wrzaskliwe sójki, plotkary leśnych uroczysk, darły się chrapliwie,

przelatując z konara na konar. Obgadywały czarnego mocarza i jego przygodę.

Gon trwał pełny i wytrwały. Gra niosła dźwięki groźne, jadowite, lecz trwożne.

Nagle w sercu ostępu wybuchła eksplozja niesamowitej wrzawy.

Bór powtarzał natarczywy krzyk sfory.

Do tej niecodziennej gry dołączył się spłoszony sarniak-rogacz,

który swym przeraźliwym szczekaniem wprowadził dysonans do gonu.

Pomogły mu w tym zdartymi głosami sójki i wszelkie ptactwo pozostające u nas na zimę.

Dla nas było zupełnie jasne, że ogary zaczęły "forsować" króla buków i dębów

ku naszym stanowiskom. Śpiewka była artystką w napędzaniu zwierza na myśliwych.

Używała w gonie tylu zaskakujących metod,

że prawie zawsze dała okazję do spotkania się ze zwierzyną.

Akord uczył się od niej i pomagał, jak zezwalał na to jego młody wiek.

Wiadomo było z modulacji głosów ogarów, że ruszyły odyńca z barłogu, przerywając mu drzemkę.

Czarny mocarz fuknął gniewnie, aż odgłos doszedł do naszych stanowisk,

napawając dreszczem grozy.

Sapnął dwukrotnie i klasnął orężem wprowadzając do gonu dodatkowy efekt dźwiękowy.

Stary bór podwajał to słuchowisko..."

"... Zadufany w swoją moc odyniec, widmo kniei,

potomek dawnych szablistych pojedynków, uparty złowieszczy,

osaczany był przez sforę ogarów, umaszczonych stosownie do jesiennej kniei.

Potężny czarny kadłub przystanął, wściekłość go oślepiła, zjeżył chyb, podniósł w nim pióra.

W największej podniecie zgrzytnął fałszywie orężem; zaświeciły się szable

i fajki, które ostrzył kłapiąc. Z gwizdu spływała ślina. Dzik "pienił się".

Sapnął groźnie i ruszył jak burza na psy. Ciarki po nas przeszły.

Niewiele brakowało by "ciął i "pruł" jak burza Akorda.

Jednakże przystawa, jaką była ogarzyca Śpiewka, w porę ostrzegła syna, który w czas odskoczył.

Sfora znała sposoby obrony przed dzikami, gdyż była w łowach na nie doskonale zaprawiona.

Lecz ten osobnik był wyjątkowo gruby i sadlisty.

W swej pamięci węchowej sfora nigdy nie notowała takiego

odwiatru od żadnego z dotychczas gonionych dzików.

Ogary ... nie żałowały gęby. Nacierały zajadle, nękając by wyparował na nas.

Zachowywały jednak należyty respekt przed mocarzem..."

"...Z przy rzutu padł złowieszczy strzał... Zwaliło się widmo kniei - czarny król buków i dębów

na kobierzec jaki mu knieja usłała.

Śpiewka dopadła go w euforii gonu, za nią zaraz ze złym, pełnym płomienia spojrzeniem Akord.

Uciął się gon, niepowtarzalna kantata puszczy...

Ogary otrzymały odprawę zabrzmiał na rogu hejnał odtrąbiający śmierć czarnego zwierza –

knieja muzykę tę powtórzyła..."

Wacław Konstanty Lesiński