„Ogary poszły w las…”

To cytat, który automatycznie ciśnie się na usta po usłyszeniu słowa OGAR. Gdy Stefan Żeromski pisał te słowa, chyba nie przypuszczał, że staną się one tak popularne, tak wymowne i tak często używane dla określenia czegoś, co przeminęło, odeszło, zaginęło, przepadło.Kiedy zaczynałam swoją przygodę z ogarami, los tych psiaków był bardzo niepewny – mała liczba zarejestrowanych egzemplarzy, nienajlepiej wróżyła tej rasie.„Ogary poszły w las….” wówczas szczególnie było odczytywane w kategorii klęski, upadku rasy. Wtedy właściwie tylko psy będące w rękach myśliwych miały szansę na rozwijanie cech użytkowych. Tylko nieliczni pasjonaci starali się przysposabiać swoje psiaki na psy tropiące, posokowców czy na dzikarzy. Niewiele wtedy było miejsc, gdzie pod fachowym okiem doświadczonych łowczych można było ułożyć sobie ogara na psa użytkowego. Na szczęście te czasy mamy już za sobą – teraz duża liczba posiadaczy psów gończych ma ambicję, aby ich czworonożni przyjaciele zdobyli certyfikaty użytkowości, w czym pomaga coraz silniej rozwijające się zaplecze – jest więcej dziczych zagród, są organizowane szkolenia, próby, konkursy.A ja mam taką cichą nadzieję, że dożyję kiedyś czasów, w których prawdziwe polowania z wszystkimi tradycjami i zwyczajami gończarskimi staną się chlebem powszednim polskiego łowiectwa, a mnie będzie dane całymi swoimi zmysłami ogarnąć „…muzykę złowrogą, pełną dzikiego czaru, gwałtu i siły…”Tak o graniu ogarów pisał, wspomniany na początku, Stefan Żeromski w powieści „Popioły”.
Mój pierwszy kontakt z ogarem miał miejsce jeszcze w dzieciństwie. Tata mojej koleżanki, lekarz weterynarii i zarazem myśliwy, posiadał piękny okaz podżarego ogara o imieniu BEJ. Byłam tym psem zafascynowana, zapamiętałam go, jako wspaniałego psa rodzinnego, dobrze ułożonego, ale z temperamentem, skorego do zabaw, pieszczot, bardzo przyjaznego, jednocześnie idealnego stróża domowej zagrody, pilnującego czujnie swoich właścicieli. Wtedy po raz pierwszy zwróciłam uwagę, że ten pies nie szczeka jak zwykły podwórzowy BUREK. Wytłumaczono mi wtedy, że ogary grają, że ich szczekanie to piękna muzyka. A ponieważ obdarzona jestem niezwykłą wrażliwością na świat dźwięków, potrafiłam już wtedy docenić urok ogarzego grania.

Pierwszy Ogar polski, jaki pojawił się w moim dorosłym życiu, trafił do mojej nowej rodziny (mąż, trójka dzieci) w czerwcu 1990 roku. Był to młodziutki samiec WOJAN Ostoja Smarzewska ur. 03.11.1989r.
WOJAN Ostoja Smarzewska Mając w pamięci BEJA, uznałam, że ta rasa spełni wszystkie nasze oczekiwania. Również przyniesie satysfakcję mojemu mężowi, który z zapałem wkraczał w świat łowiectwa. Psiak otrzymał nowe, domowe imię KOREK. Od samego początku cała nasz rodzina oszalała na jego punkcie. Ja odbyłam swoistą podróż sentymentalną w okres dzieciństwa, mąż wraz z polującym bratem wytrwale pracowali z podrostkiem, ucząc go tropienia, a moje dzieciaki miały świetnego kompana do zabawy, przytulania i długich spacerów po łąkach i lasach.Niebawem stwierdziliśmy, że jeden ogar to za mało. Już wcześniej nawiązaliśmy kontakt z Magdą Musiał i gdy 3.01.1991r. w jej hodowli przyszedł na świat miot S, wybrałam spośród pięknych szczeniaczków sunię SONATĘ z Gończaków, którą ofiarowałam mężowi z okazji naszej 8 rocznicy ślubu (akurat w tym dniu była do odbioru). Do imienia dodaliśmy tonację A-DUR i przewrotnie wołaliśmy na nią RUDA.

ogar polski - Ruda

Tym razem mieliśmy okazję obcować z ogarzym maleństwem (zaledwie 6-cio tygodniowym), którego uroda i zachowanie było rozbrajające. Bardzo wzruszyło nas przyjęcie małej przez KORKA, który przejął na siebie obowiązki psiej niani i z iście anielską cierpliwością znosił wybryki małego brzdąca. Po pewnym czasie złożyliśmy wniosek o przydomek hodowlany – został zatwierdzony.I tak w 1991 roku powstała hodowla psów rasy Ogar polski o przydomku SAMOGRAJ, który w 2006 roku zarejestrowany został w FCI .

ogary polskie

Uroda Ogarów polskich oraz ich cechy użytkowe, wykorzystywane zwłaszcza w dawnych czasach, tak mnie zafascynowały, że bardzo intensywnie śledziłam wszystko co tylko możliwe na ich temat, począwszy od literatury pięknej, dzieł staropolskich na temat polowania z ogarami, słowników, na poradnikach, prasie i pracach naukowych skończywszy. Pamiętam, jak na początku zainteresowania tą rasą brakowało mi pozycji zawierającej prosty, nienaukowy tekst oraz bogatej we wszystkie niezbędne dane i wskazówki dla początkującego „ogaromana”. Jedynie niewielka książeczka z serii „Mój Pies” pt. „OGARY” W.K. Lesińskiego (wydana w 1988 r), napisana z wielka pasją prawdziwego myśliwego, spełniała te potrzeby.Z myślą o przyszłych odbiorcach szczeniąt z mojej hodowli zebrałam w jedną całość fragmenty materiałów, jakie udało mi się zgromadzić. Najpierw było to kilka kartek, jednak z dnia na dzień objętość informatora rosła, przybierając ostatecznie kształt książki pt. „OGAR POLSKI”, wydanej w 1993 r. ze zdjęciami autorstwa mojego męża i z moimi ilustracjami. Ogary polskie - okładka książki - Kliknij aby zajrzeć do książki

Dużo dała mi również obserwacja moich psów. Intensywnie śledziłam i analizowałam ich zachowanie. Nie były one profesjonalnie układane na psy użytkowe, ale ich wrodzone cechy ujawniły się w trakcie kilku polowań.Udowodniły, że posiadają znakomity węch, ogromną pasję łowiecką i pięknie dobrane głosy (koloraturowy alt suki oraz baryton psa). Osobiście mogłam się przekonać, co to znaczy gra ogarów, chociaż zdaję sobie sprawę, że to była tylko namiastka. Nie dziwię się, że tak wielu poetów i prozaików sławiło walory ogarowego grania. Ogary w sztuce


Różne zawirowania życiowe sprawiły, że moja hodowla była jakiś czas w stanie zawieszenia. Dopiero pojawienie się nowego nabytku – pięknej ogarzycy ŻMIŁKI z Gończaków FCI spowodowało mój powrót na ringi wystawowe.